Opublikowano Dodaj komentarz

„Cudze chwalicie swego nie znacie…”

Nie będę oceniał decyzji „jeszcze” aktualnego selekcjonera reprezentacji Polski. To nie moja sprawa. Od początku kadencji Portugalczyka, rzuciła mi się w oczy jedna rzecz – powszechne uwielbienie i zachwyt głównie przez środowisko trenerskie nad selekcjonerem. Być może dlatego, że w Polsce w modzie jest periodyzacja taktyczna (gdyby ktoś nie wiedział to nie jedyna i być może (to moje zdanie, które mógłbym oprzeć na wielu faktach, ale o tym kiedy indziej) nie najlepsza drogą planowania treningów). Być może dlatego, że mamy własny kompleks spowodowany bardzo słabymi wynikami na arenie międzynarodowej poprzez wieloletnią stagnacje w szkoleniu. Być może. Jeśli jednak szybko spojrzymy na fakty – fatalne Euro oraz eliminacje do MŚ pod wodzą Sousy. Subiektywnie – fatalny styl gry, bo nawet zwycięstwo w ostatnim meczu z Andorą wyglądało na wymęczone, mimo iż cały mecz gramy w przewadze. Pierwszy mecz z Albanią wygrany 4:1? Dziękujmy, że mamy Lewandowskiego, bo w spotkaniu byliśmy drużyną słabszą, gorzej operującą piłką i kreującą mniej składne akcje. Mimo to na wielu poczytnych stronach i fanpage’ach trenerskich mogłem przeczytać – że Polacy nie rozumieją piłki, a Sousa wprowadza nas na inny poziom, poprzez sposób w jaki wypowiada się o piłce na konferencjach prasowych. „Słabe Euro? – zawodnicy się nie dostosowali do koncepcji trenera”. Ale gdyby spojrzeć na ten aspekt z perspektywy szkoleniowej, szybko można go zweryfikować. W piłce nożnej najważniejsza jest taktyka czyli realizacja założeń poprzez komunikacje między zawodnikami. Im wyższy poziom komunikacji tym większa szansa na powodzenie akcji i mniejsze prawdopodobieństwo nieporozumień w trakcie meczu. Jak rozwijać komunikacje między zawodnikami? Muszą jak najczęściej ze sobą grać zwłaszcza w meczach. Ile razy przed Euro zagraliśmy w optymalnym składzie? Można sprawdzić samemu.

Bądźmy szczerzy – z takim wynikiem i z takim stylem każdy polski trener byłby zmieszany z błotem. Często patrzymy na trenerów w ten sposób, że jak jest zza granicy to na pewno jest dobry. Gdyby trafił do nas ktoś z topu – Guardiola, Mourinho, Klopp to rozumiałbym to. Jednak nikt taki teraz do nas nie trafił. W przeszłości takim trenerem był Leo Beenhakker, który w CV miał m.in. Real Madryt czy Ajax Amsterdam. Wtedy dużo słabszą personalnie reprezentację miło się oglądało i widać było „rękę” trenera. Za kadencji Sousy nie widziałem stylu. Widziałem dużo chaosu, przeciętną grę i (znów moje zdanie) mało trafne wybory. Z perspektywy kibica ciężko zrozumieć brak powołań dla świetnie radzącego sobie w Rosji Szymańskiego, a granie Puchaczem czy Jóźwiakiem. Widziałem też małe zaangażowanie trenera. Być może nie trzeba co tydzień oglądać na żywo spotkań ekstraklasy czy innych lig, gdzie grają potencjalni reprezentanci, ale fakt jest taki, że tego nie było praktycznie w ogóle. I znów można było przeczytać, że po co trener ma przyjeżdżać oglądać słabą ekstraklasę skoro może to zrobić sprzed telewizora? Tylko, że nasi kadrowicze grają też w innych ligach i relacje na żywo są dużo ważniejsze z perspektywy psychologicznej niż te przez telefon czy skype.

Na jednym ze świetnych szkoleń z zakresu przygotowania motorycznego prowadzący powiedział, że warsztaty z zagranicznymi prelegentami są droższe i bardziej oblegane. Szkolenia z polskimi wykładowcami są tańsze, ponieważ za większą stawkę byłoby mniej chętnych uczestników.

Czasami widzę, że gdy przyjeżdża trener zza granicy, który pracował na poziomie grassroots momentalnie dostaje ofertę na poziomie profesjonalnym w Polsce, mimo, że można byłoby znaleźć masę lepszych i świetnie wyedukowanych trenerów na miejscu. Na ostatnim stażu w Chorwacji, jeden z asystentów Bjelicy, który pracował z nim w Lechu Poznań powiedział mi, że Polacy siebie nie doceniają. Przykład? Bednarka za ich kadencji klub sprzedał do Premier League za 6-7 milionów. Gdyby grał w Dinamie Zagrzeb poszedłby za 20-30, bo w innym wypadku klub by go nie puścił.

Podsumowując – czerpmy od lepszych to co się da. Inspirujmy się klubami i trenerami za granicą. Nie popadajmy jednak w skrajność, że zagraniczne jest top a polskie złe. Nie zachwycajmy się każdym banalnym zdaniem wypowiedzianym przez zagranicznego trenera. Oceniajmy trenera po jego działaniach i efektach. Gdy czytałem te wszystkie zachwyty i usprawiedliwienia dla Sousy na fanpage’ach trenerskich byłem zażenowany. W Polsce mamy wielu świetnie rozwijających się trenerów, wystarczy rozejrzeć się dookoła.

W dalszym ciągu możesz skorzystać z jednego z pakietów świąteczno-noworocznych i rozwinąć swój warsztat. Jeśli bardziej cenisz sobie prelegentów zagranicznych to też znajdziesz coś dla siebie ;). Więcej na www.mikolajraczynski.pl