Opublikowano Dodaj komentarz

Czy Polscy zawodnicy powinni marzyć o grze w Ekstraklasie?

Od kilkunastu lat możemy zauważyć w polskiej piłce nożnej bardzo pozytywne ruchy oddolne. Coraz więcej trenerów postanawia doszkalać się na własną rękę, wyjeżdża za granicę, aby podpatrzeć jak trenują najlepsi, powstaje wiele stron odnośnie treningu w różnych obszarach czy to taktycznym, motorycznym, mentalnym czy technicznym. Cel? Chcemy stworzyć jak najlepsze środowisko do rozwoju dla zawodników oraz wejście do świata profesjonalnej piłki nożnej. Te same inicjatywy widać wśród samych piłkarzy oraz ich rodziców, którzy inwestują grube pieniądze w dodatkowe zajęcia, obozy letnie i zimowe oraz samokształcenie. Do tego możemy zauważyć również dobre kierunki rozwoju jeśli chodzi o PZPN. Nowoczesna Szkoła Trenerów, powstawanie pozycji książkowych takich jak NMG i jego suplementy (każdy ma swoje zdanie na ich temat, ale chodzi o fakt działania a nie jego zawartość). Ogólnie rzecz biorąc – staramy się podążać w dobrym kierunku (być może trochę za wolno) z prostej przyczyny – nie chcemy odstawać od reszty Europy i zmienić nasze wstydliwe 29 miejsce w rankingu UEFA, gdzie wyprzedza nas Białoruś, Izrael czy Azerbejdżan.

Od kilku lat wg mnie możemy również zauważyć pozytywne działania na większą skalę. Dofinansowanie 130 mln złotych na program certyfikacji (nie uwzględniam tutaj opinii funkcjonowania tego programu), pozyskanie potężnych sponsorów naszej rodzimej Ekstraklasy w postaci PKO, czy w końcu budowa profesjonalnych akademii. Niebawem do użytku oddana zostanie Legia Training Center, a w poprzednim roku nowoczesny Ośrodek Treningowy w Białymstoku (chociaż moim zdaniem powinno znajdować się tam minimum 2 boiska więcej). Nie da się ukryć, że takie działania są po prostu niezbędne, aby móc szkolić lepszych zawodników i dostarczać ich do pierwszej drużyny.

W dniu wczorajszym padło stwierdzenie, że „Młodzi zawodnicy mają marzyć o grze w Białymstoku, a nie Manchesterze, Barcelonie czy Madrycie”, które spotkało się z niesamowitą falą szyderstwa. Kiedy na spokojnie przeczytałem całą wypowiedź, komentarze i prześmiewcze tytuły dużych tabloidów zebrało mnie na sporo przemyśleń. Każdy ma swoje marzenia i pewnego dnia chciałbym poprowadzić Real Madryt, ale byłbym niesamowicie szczęśliwy jeśli kiedykolwiek udałoby mi się poprowadzić jakikolwiek zespół chociażby w naszej Ekstraklasie. Być może jestem idealistą, ale wierzę, że za 15-20 lat jesteśmy w stanie nawiązać do sukcesów Widzewa czy Legii sprzed lat w europejskich pucharach. Jednak, aby to osiągnąć musimy wyjść z drewnianej chatki, podążać za trendami i budować naszą kulturę gry w piłkę nożną. 40-sto milionowy kraj jak Polska ma obowiązek być w TOP10 lig w Europie. Wczoraj wyszło mocne zakompleksienie. Być może dlatego musimy stawiać na 10-ciu przereklamowanych Słowaków w jednym meczu, zamiast dać szansę młodym Polskim piłkarzom. Może dlatego oferta 5 mln za najbardziej perspektywicznych graczy z naszej ligi jest wielkim wydarzeniem. Za granicą takich grajków mają na pęczki. Dlaczego nie możemy oczekiwać 15-20 mln za młodego zawodnika, tak jak np. Slavia Praga? Jestem przekonany, że dla młodego chłopaka z Kijowa marzeniem jest reprezentowanie barw lokalnego Dynama, a chłopaka z Moskwy jednego ze stołecznych klubów jak np. CSKA czy Lokomotiv. Przy odpowiednich staraniach najlepsi gracze oczywiście mogą opuszczać Polskę za 20 milionów, aby grać w czołowych klubach Europy, a nie uciekać do przeciętnego zespołu z Niemiec by grzać ławę. A Ci, którzy dziś są wyceniani na 5 mln powinni stanowić o sile naszej ligi i mieć tutaj takie warunki, aby nie chcieli wyjeżdżać np. z Białegostoku, gdzie mogą powalczyć o europejskie puchary, do drużyny walczącej o utrzymanie we Francji.

Sytuacja podobnie ma się jeśli chodzi o Polskich trenerów. Chcąc dołączyć do sztabu drużyny Ekstraklasowej bez polecenia jest niesamowicie ciężko. Bardzo trudno argumentami merytorycznymi przekonać do swojej osoby. Jestem jednak przekonany, że wyciągając paszport hiszpański lub portugalski kluby o takiego pracownika będą się zabijać, bo „na pewno jest lepszy” od młodego polskiego trenera. Nie uważam, że nasi młodzi trenerzy są gorsi od tych zza granicy tylko trzeba dać im szansę.

Biorąc pod uwagę aktualny stan naszej piłki, oczywiście każdy zawodnik marzy, żeby jak najszybciej wyjechać do mocniejszej ligi, aby pograć na wyższym poziomie i zarobić większe pieniądze. Uważam jednak, że w Polsce jesteśmy w stanie stworzyć takie warunki, żeby Ci najlepsi owszem mieli umiejętności, aby grać w Liverpoolu czy Juventusie Turyn, ale aby rzesza młodych zawodników marzyła również aby zagrać w Białymstoku, Warszawie czy Krakowie. Do tego jednak potrzeba wysiłków, budowy jak największej ilości profesjonalnych akademii i szkoleniu fachowców w danych dziedzinach. Idąc klasykiem, to że w Berlinie Hertha ma nowoczesne obiekty treningowe, nie oznacza, że my w Warszawie lub pod nie powinniśmy takich budować. Ja takiego podejścia z poczuciem niższości w najbliższych latach na pewno bym nie chciał. Dziś bardzo często zespołu trenują na ¼ boiska i zdarza się, że mamy 80 zawodników na jednym obiekcie. Tak niestety będzie bardzo trudno osiągnąć wyznaczone cele. Powinniśmy rozwijać się pod kątem infrastruktury i zadbać o rozwój tak kadr szkolących i zarządzających jak i oczywiście o rozwój zawodników. Wtedy być może starcia drużyny polskiej z angielską lub hiszpańską będą codziennością, a ich rezultat nie będzie z góry przesądzony.

Opublikowano Dodaj komentarz

Czy dobrze interpretujemy taktyczne aspekty footballu?

„Styl ponad wynikiem”. Kiedy Mourinho wygrywał La Liga z Realem Madryt wiele osób zarzucało mu defensywny i nieatrakcyjny styl gry. Szybki rzut oka na statystyki – 100 punktów i 121 strzelonych bramek (więcej niż Barcelona Pepa Guardioli w jakimkolwiek sezonie uznawana za najlepszą w historii). Mam nadzieję, że od nowego roku uda mi się przejąć drużynę i będę grał równie „defensywnie” jak Portugalczyk.

Dlaczego wiele zespołów gra słabo, przewidywalnie i nie osiąga sukcesów na arenie krajowej i międzynarodowej? Czy nie jest tak, że na siłę szukamy sposobu na „ładne granie” zapominając o tym co jest najważniejsze?

„Grajmy piłką”, „na jeden kontakt”, „chcemy grać jak Barcelona”, „wynik nie jest ważny” – to chyba jedne z najczęstszych zdań jakie usłyszałem w zeszłym sezonie na boiskach czy przeczytałem na forach internetowych. Odnoszę wrażenie, że nie wszyscy rozumieją o co chodzi w „graniu piłką”.  Niejednokrotnie mierzyłem się z zespołami, które twierdzą, że „uczą grać w piłkę”. Jak to wygląda w praktyce? Podanie bramkarz -> stoper -> drugi stoper -> bramkarz -> brak pomysłu (wiedzy?). I tak 80 % meczu. Liczba strzałów na bramkę – > 0, liczba wykreowanych sytuacji ->1, wygrane pojedynki 1vs1 w trzeciej strefie -> 0, tworzenie przewagi w wyznaczonych sektorach -> „ale jak?” i tak mógłbym wyliczać. Ostatnio w internecie pojawiła się „słynna akcja Wisły Kraków”, gdzie dwóch stoperów rozgrywa piłkę między sobą na poziomie Ekstraklasy z podpisem „tiki-taka po Polsku”. Mnie ten obrazek nie dziwi, bo widywałem takie akcje co weekend w grupach młodzieżowych na najwyższym szczeblu rozgrywek. Nie uczymy zawodników podejmowania ryzyka oraz analizy sytuacji boiskowej. Obserwując mecze w Hiszpanii te na najwyższym poziomie oraz drużyn młodzieżowych U-19, U-18, a także rozmawiając z trenerami, można wyciągnąć jeden wniosek – jeśli zawodnik ma opcję zagrania piłki do przodu, a ją cofa lub gra w poprzek nie zdobywając przestrzeni, jest to błąd taktyczny spowodowany złym rozumieniem gry oraz fundamentów na poziomie indywidualnym, grupowym i zespołowym. Oczywiście takie podania występują nierzadko, ale pierwszym wyborem dla zawodnika z piłką jest znalezienie partnera, który umożliwi przesunięcie gry do przodu. Dlaczego wiele drużyn w Polsce preferuje nic nie dającą „grę piłką” na swojej połowie? Być może trener nie rozumie gry, lub nie umie nauczyć pewnych zachowań w poszczególnych fazach? Może fraza „uczymy grać w piłkę” jest łatwą wymówką na słabe wyniki drużyny i brak postępów w grze? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że nie uczymy zawodników zachowań taktycznych w wymiarze indywidualnym, grupowym i zespołowym przez co gracze nie do końca wiedzą co robić na boisku. Zawsze w swoich drużynach wprowadzałem wiele odpraw taktycznych z prezentacjami multimedialnymi, a później staraliśmy się przenieść to na boisko (nie zawsze z oczekiwanym skutkiem). Założeń było sporo, ale dzięki pobytowi w Hiszpanii będzie ich jeszcze więcej, z większą ilością detali po to, aby zawodnicy byli przygotowani na każdą ewentualność jaka wystąpi w meczu (co jest prawie niemożliwe ze względu na to jak piłka jest nieprzewidywalna). Warto jednak zminimalizować przypadkowość tak bardzo jak tylko się da. Tak więc, utrzymanie piłki dla samego utrzymania bez wymiernej korzyści dla drużyny to zabijanie kreatywności, decyzyjności oraz nie pozwalanie zawodnikowi na głębszą analizę gry. Ale to tylko moje zdanie, z którym nie trzeba się zgadzać. Piłka nożna jest piękna, ponieważ każdy widzi ją na swój sposób.

Jakie jest Wasze zdanie? Liczę na konstruktywną rozmowę na fb.